|
Data: 2004-01-21 18:21:04
Temat: wiza Lesotho na granicy?
Nadawca: 
Witam Super-trampow!
Kolega Marek donosi mi, ze wize Lesotho dostal za kilka randow
przy przekraczaniu granicy samochodem na Maseru Bridge.
Ambasada Lesotho w Berlinie donosi zas, ze obywatele polscy
powinni starac sie o nia w konsulacie u nich lub w RPA
i zaplacic kilkadziesiat euro.
Czy ktos z Was moze potwierdzic cytowane wersje?
(Nie chcialbym wracac z granicy Lesotho po wize do Pretorii)
Pozdrawiam zimowo...
Wojtek Dabrowski
==============================
You are welcome to visit my web travel pages:
www.kontynenty.tpi.pl
* Canon Eos-1V body: tylko 8490.00 pln
* www.e-pasaz.pl/x_C_I__P_6510611.html?skad=listy
* E-PASAZ.PL - e-pasaz.pl/?skad=listy - Kupuj i zarabiaj !
Data: 2004-01-22 16:34:49
Temat: wiza Lesotho na granicy?
Nadawca: 
Wize do Lesotho dostalem za darmo o ile pamietam lub za symboliczna oplate
na granicy przy przekraczaniu samochodem.... (bylo to w styczniu 2000)
Data: 2004-01-22 17:11:15
Temat: wiza Lesotho na granicy?
Nadawca: 
Witam,
Bylem pare razy w Lesotho i sluze informacjami (ale do poniedzialku, bo
uciekam od zimy na trzy tygodnie na Sri Lanke :-).
Pierwszy raz bylem tam w sierpniu 2001 roku, sam z zona. Przekroczylismy
granice w Maseru Bridge bez wiz i bez zadnego problemu. Nic nie placilismy.
Po prostu dalismy paszporty, zapytano nas jak dlugo chcemy byc w Lesotho i
zaraz dostalismy pieczatki zezwalajace na pobyt do dwoch tygodni.
Drugi raz bylem w listopadzie 2002 roku, ale juz nie sam, bo z grupa
trampingowa, ktora pilotowalem. Poniewaz dotarly do nas informacje o
wprowadzeniu wymogu wizowego dla Polakow (z ambasady Lesotho w Kopenhadze),
nie moglismy ryzykowac wjazdu bez wiz. Zalatwialismy je w RPA. Nie bylo to
latwe.
Najpierw okazalo sie, ze w ambasadzie Lesotho w Pretorii nie bylo wlasnie
osoby odpowiedzialnej za wydawanie wiz, bo byla na urlopie. Skierowano nas
do konsulatu w Johannesburgu (5th Floor No 76. Juta Street, Braamfontein,
Johannesburg, tel. 011-339 3653 / 4083, fax 011-339 1780). Tam nie bardzo
nas chciano obsluzyc, bo zblizala sie godzina zamkniecia (12:30 !) i
panienka wybierala sie wlasnie na lunch. Udalo sie ja jednak uprosic, zeby
sprawdzila nasze papiery.
Po pierwsze - musielismy od nowa wypelnic wnioski (mimo, ze mielismy
wnioski, ktore przyslala nam Kopenhaga - BTW, identyczne...). Po drugie -
musielismy przedlozyc zaswiadczenie, ze mamy wystarczajaca ilosc srodkow na
pobyt. Pliki zielonych banknotow i kart kredytowych nie satysfakcjonowaly
panienki. Chciala zaswiadczenia z banku... z RPA ! W koncu udalo sie
wytargowac tak, ze mielismy zrobic ksera naszych kart kredytowych, zamiast
zaswiadczen o stanie konta (zaryzykowalismy, bo nie bylo wyjscia). Po
trzecie - musielismy pokazac bilety na cala podroz. Tutaj udalo sie w ten
sposob, ze wczesniej zalatwilem bilety na Baz Bus do schroniska na przel.
Oliviershoek w RPA, skad mielismy jechac dalej do Lesotho, oraz musialem
jeszcze tego samego dnia kupic bilety na autobus Transluks z Bloemfontein
do
Plettenberg Bay w charakteru biletu "wyjazdowego". Wspomniane bilety
musialem oczywiscie skserowac i ksera zostawic w konsulacie. Po trzecie -
mielismy zaplacic po 300 randow za wizy.
Po wyjasnieniu tych wszystkich szczegolow panienka kazala nam przyjsc
nastepnego dnia (przypominam, ze spieszyla sie na lunch, a my jej w tym
przeszkadzalismy). Tak wiec nastepnego dnia stawilismy sie w konsulacie,
gdzie laskawie przyjeto nasze papiery i pieniadze, i kazano sie zglosic za
tydzien (normalnie 2-3 dni pracujace). Problem polegal na tym, ze
nastepnego
dnia jechalismy na kilka dni po Parku Narodowego Krugera. Wprawdzie
dostalismy zaswiadczenie z konsulatu, ale podroz bez paszportow byla troche
stresujaca. Cale szczescie obylo sie bez przygod i tydzien pozniej
odebralismy paszporty z wizami Lesotho.
Na tym nie koniec tej calej historii. Pojechalismy Baz Busem do schroniska
Amphitheatre B/P na przel. Oliviershoek w Gorach Smoczych. Pochodzilismy
troche po gorach i wioskach Zulusow, a potem udalismy sie do Lesotho.
Wspomniane schronisko zapewnia jedyny transport do Lesotho przez przel.
Monantso, nie ma tam transportu publicznego. Jest to w ogole rodzaj
wycieczki (160 R), ale dosc ciekawej. Granica na przel. Monantso nalezy do
najdziwniejszych, jakie widzialem. Po stronie RPA jest normalnie, ale potem
sie zjezdza i stoja dwie przyczepy kempingowe - to jest posterunek
graniczny
Lesotho. Nasz kierowca / przewodnik ze schroniska zapytal tylko ile dni
chcemy na popyt, zadne wizy go nie interesowaly. Zabral nasze paszporty,
zniknal w jednej z przyczep i zaraz wrocil z podstemplowanymi paszportami.
Poniewaz pieczatki byly w innych miejscach, niz wizy, sadze, ze urzednicy
nawet nie zwrocili na nie uwagi. Najprawdopodobniej w ogole nie byly
potrzebne...
Jaki z tego moral ? Jezeli chcesz miec 100 procent pewnosci, zalatw sobie
wize, ale badz przygotowany na to, co napisalem powyzej i spory wydatek.
Jezeli jednak nie masz na to ochoty, to sprobuj szczescia na granicy. Moim
zdaniem nie powinno byc zadnego problemu.
Pozdrawiam goraco,
Piotrek Gaszynski
|